Czas od ostatniego wpisu na BLOGU http://zoltemysli.blogspot.no/: 2 lata 3 miesiące, wiek: + 2 lata, 3 miesiące; wzrost: wciąż ten sam; waga: ta sama a może nawet ciut mnie mniej - w zależności od fazy księżyca; jednostki wypitego alkoholu od ostatniego wpisu - niezliczone z wyraźna tendencja spadkową; ilość wypalonych papierosów od ostatniego wpisu: 0.
Tak pewnie zaczęłaby Bridget Jones.
Dzięki BOGU i przychylności świata mogę się wznieść ciut ponad koncentrację na ilości wypitego alkoholu i pochłoniętych kalorii (choć pewnie emocjonalnie w skrajnych przypadkach wcale się z BJ specjalnie nie różnimy).
A wiec dodam od siebie co z perspektywy dnia dzisiejszego ma znaczenie:
nowy kraj emigracji + 1, nowy język + 1 (w niekończącej i męczącej fazie szlifowania), nowe kraje odkryte podróżniczo + 4 (Azja vs. Europa, 2:2), pobyty w Singapurze - 2 (
), nowi znajomi: wielu, nowe pokrewne dusze: kilka, nowi (choć już nieaktualni) pracodawcy + 1; mężczyzna życia (wciąż aktualny
) 1, nowych dzieci - 0, ja: CHYBA wciąż ta sama.
A wiec......po ponad 2 latach przerwy postanowiłam wcielić w życie projekt BLOG - REAKTYWACJA. Śmiem postawić tezę, iż akurat w tym momencie ja potrzebuje bardziej bloga niż blog mnie, choć nieskromnie musze przyznać, iż wielu z Was już jakiś czas namawiało mnie do pisania o naszym życiu w Norwegii, bo "mam super lekkie pióro" , "dosłownie trafiam do ludzi" i "bardzo fajnie opowiadam o dziejach swych" 
A ja uciekałam od pisania baaaaardzo no bo przecież TERAZ jestem już w ZWYKŁYM czyt. europejskim kraju, TRZEBA się nauczyć języka i pójść do NORMALNEJ pracy, długie wakacje i podróże się skończyły, teraz TRZEBA w końcu NORMALNIE ŻYĆ, zarabiać, oszczędzać, być DOROSŁĄ, ustatkować się W KOŃCU, a nie pisanie, zastanawianie się, wieczne rozkminianie i fiksum dyrdum, jakby powiedziała Jadzia Chmura - bohaterka ubóstwianej obecnie w naszym domu "Piaskowej Góry" Joanny Bator.
Jako, iż życie jest życiem, czyli z definicji bytem mocno nieprzewidywalnym siedzę sobie na słonecznym tarasie (dziękując Bogu za norweskie lato) w dzień roboczy, pijąc poranna kawę, znudzona do granic możliwości wysyłaniem kolejnych dokumentów aplikacyjnych podświadomie oczekując odpowiedzi w stylu wczorajszej: "Takk for du valgte å søke på vår stilling. 252 har søkt på stillingen. Vi har dessverre valgt å gå videre med andre, men ønsker deg lykke til med videre søknad" czyli w wolnym tłumaczeniu - Jesteś jedna z 252 osób które zaaplikowało na to stanowisko, pocałuj nas w du....!".
A wiec potrzebuje odrobine świeżego ODDECHU, upuszczenia ciut emocji z przelewającego się nieustannie kielicha goryczy, trochę zajęcia GŁOWY, trochę INSPIRACJI, poukładania MYSLI, które ostatnimi czasy w nadmiarze kołaczą mi w głowie, ale jako iż wrodzona SKROMNOŚĆ wciąż jeszcze zwycięża nad próbującym się przebić na wszystkie płaszczyzny życia EGOCENTRYZMEM, to mierzę by opisywać nie tylko WEWNĘTRZNE stany umysłu, ale przede wszystkim ZEWNĘTRZNE stany natury, przyrody, pogody, zwyczaje, obyczaje i wszystko to co dzieje się TU, a nie dzieje się TAM czy gdziekolwiek indziej.
Cel inny, poniekąd znów EGOISTYCZNY uświadomili mi wybierający się właśnie na Bali znajomi, którzy szukając różnych inspiracji spędzenia swojego pierwszego azjatyckiego wojażu posiłkowali się ŻÓŁTYMI MYŚLAMI. Przeczytałam swój blogowy wpis sprzed prawie trzech lat i na chwile ponownie przeniosłam się do tamtego świata, do widoków, smaków, zapachów, czegoś INNEGO, wspaniałego, a jednak tak bardzo ulotnego Z PAMIĘCI. Ostatnie dwa lata były dla NAS znów pięknym, ale i meczącym MIX-em poznawania nowych ludzi, kultury, miejsc tych bliskich miejscu w którym żyjemy OBECNIE i tych dalszych, kolorowych, odległych, wakacyjnych i nie jestem w stanie zapamiętać wszystkich nazw miejsc odwiedzanych, potraw smakowanych, imion ludzi spotkanych. Opisanie tego na blogu jest dla mnie samoistnym wzmocnieniem, zapisaniem TEGO WSZYSTKIEGO na zewnętrznym nośniku pamięci kiedy ten wewnętrzny zawodzi coraz częściej. Bo końcu jaki jest sens przeżywania bez pamiętania tego co się przeżyło?
Jest jeszcze masa innych powodów - moich babskich, wewnętrznych, emigracyjnych, dekadenckich.....niezależnie który z nich zdominuje pisanie tego bloga, mam nadzieje że jego czytanie będzie dla WAS przyjemnością i chwilową PODRÓŻĄ do MOJEGO świata!
Milej lektury.....i w zależności od chęci, ochoty, potrzeby, pisz-ta do mnie, komentuj-ta
!
Cudnego weekendu!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz